Rusztowania
Kilka dni temu zamówiłem rusztowania jezdne i szalunki. Czekam na nie i czekam, ale coś zaczynam wpadać w zdenerwowanie i niecierpliwość. Bo przecież zamówione rusztowania jezdne powinny już dawno do mnie dojechać. Już nie będę mówić o tym, że szalunki też są mi potrzebne. Na szczęście zacznę ich używać dopiero za dwa tygodnie, więc akurat na nie mogę jeszcze chwilkę poczekać. Ale przecież hale magazynowe są konieczne do tego, żeby ruszyła budowa. Nie mogę przez niekompetencję jakiejś amatorskiej firmy przedłużać czasu budowy, bo przecież stracę zaliczkę. Trzeba wziąć sprawę w swoje ręce. Po prostu tam zadzwonię i spytam się - nie wiem, czy uprzejmie, czy wręcz przeciwnie - ale spytam po prostu, gdzie są moje rusztowania przejezdne. A jeśli w ten sposób nie uzyskam odpowiednich informacji, to wsiądę w samochód i pojadę po należne mi rusztowania przejezdne. Przecież część pieniędzy za nie zapłaciłem, w jakiejś części mi się należą. Oczywiście zadzwoniłem i telefon nic mi nie dał. Mało tego, jakaś nieprzyjemna kobieta zaczęła wrzeszczeć na mnie, że przecież rusztowania przejezdne i szalunki są dawno w drodze. Próbowałem wytłumaczyć tej pani, że przewiezienie tych towarów z ich firmy na miejsce budowy naprawdę skomplikowane nie jest i najwyżej potrwałoby kilka godzin, a nie kilka dni. Ale najwyraźniej tego nie zrobiła, bo jedyną jej radą było to, żebym cierpliwie czekał aż hala namiotowa się pojawi. Zwołałem moja ekipę, powiedziałem im w czym rzecz i spytałem, kto jest chętny pojechać tam ze mną. Moje oczekiwania się spełniły, bo chętny był każdy. To mnie dodatkowo podbudowało i dodało mi otuchy i wiary. Wybrałem kilku moich pracowników, wsiedliśmy do busa i pojechaliśmy pod adres firmy. Wszystkie kwestie załatwiliśmy na wysokim poziomie profesjonalizmu.

