Sprzet do spawania

I znowu rano wstaje, jak co dzień wsiadam w tramwaj i jadę do moje pracy. Przechodzę przez biuro przepustek i jestem na dużym placu. W tym miejscu krzyżują się wszystkie drogi w moim zakładzie. Po mojej lewej stronie są filtry workowe, to duża hala nowo wybudowana. Obok niej świeżo wyremontowana przybudówka a w niej mieści się osprzęt wentylacyjny. Dalej jest magazyn odpadów i na końcu placu po prawej stronie stara hala w której odbywa się gięcie blach. Zakład jest stary pochodzi z XIX wieku, ale był często remontowany i jest w dobrym stanie technicznym. Miał dobrych właścicieli. Szczególnie pierwszych, tych którzy wymyślili, że będzie tutaj mieścił się osprzęt wentylacyjny, filtry workowe i tak potrzebne w naszym zakładzie miejsce na gięcie blach. Cały zakład znam, jak własna kieszeń, pracuje tutaj od zawsze. Zatrudniłem się zaraz po wojnie i tak zostałem do dzisiaj. Pamiętam jak odbudowywaliśmy te hale. Był taki nasz kierownik, nazywaliśmy go "inżynier", chociaż nigdy nie skończył nawet szkoły średniej. Znał się jednak na robocie najlepiej z nas. Osprzęt wentylacyjny przywoził aż z nad morza, a filtry workowe zdobywał od znajomego jeszcze z okupacji. Znajomy ten nazywany przez naszego "lisek" , podpowiedział naszemu "inżynierowi", że największy interes to gięcie blach. I tak też zostało. Wszyscy lubiliśmy swoją robotę. Każdy z nas nie szczędził sił i czasu, żeby jakoś to szło. Zostałem sam. Koledzy już dawno na emeryturach. Jedyny zostałem z tych starych. Nie chciałem iść na emeryturę. Bałem się, że nie będę umiał się odnaleźć bez mojego zakładu. Ale teraz to już się zdecyduje, czas ustąpić miejsca innym. Patrzę jeszcze na ten duży komi za halami odbioru materiałów gotowych. Nieczynny już dawno, ale każdy bał się go rozbierać. Stara dobra robota. Wracam do domu. I znowu biuro przepustek, ten sam tramwaj. Chyba czas odpocząć. Przeczytam gazetę a rano zobaczę. Będzie mi czegoś brakowało.