Wykopy i elewacje
Moja mama jest załamana. Od dawna marzyła o własnym domu, z ogródkiem, szerokim wjazdem i poddaszem. Jej sen się spełnia od jakichś dwóch lat. Tak powoli, ponieważ tak długo trwają prace ekipy budowlanej. Rodzice długo szukali najlepszych specjalistów, specjalnie nie podkreślali, że ich celem jest niska cena, tylko wysoka jakość wykonania. Czas budowy też nie był bez znaczenia. W końcu po kilkunastu latach mieszkania w ciasnym mieszkaniu bloku każdy by się chciał przeprowadzić na obrzeża miasta, do dużego domu jednorodzinnego położonego w malowniczej okolicy. Tak więc moi rodzice czekają, jeżdżą na plac budowy, doglądają i oczywiście - płacą. Niestety budowlańcy często się spóźniają lub wręcz nie pojawiają się w pracy, mają wiele wpadek, takich jak budowanie wjazdu od złej strony czy zapomnienie o oknie na południowej ścianie. Na szczęście po ostatniej wpadce z oknem czuwa nad nimi wykopy. Jednak mimo tego nadzoru, budowlańcy znowu coś zepsuli. Tym razem chodziło o elewacje, a konkretniej o docieplenia. Moja mama zadzwoniła do mnie i oznajmiła, że już ma dość całej tej budowy tego domu i że ona chyba zostanie już na zawsze w bloku. Zdziwiłam się, ale wiedziałam, że z pewnością znów chodzi o jakieś problemy z ekipą budowlaną. Faktycznie - okazało się, że ostatnio panowie robili elewacje i docieplenia, i to akurat wtedy, kiedy generalny wykonawca był na kilkudniowym wyjeździe. Ściany wszędzie ocieplili tak, jak trzeba, zresztą trudno chyba zepsuć takie elewacje. To, o czym zapomnieli, to pomysł docieplenia dachu. Moja mama kilkakrotnie im mówiła i pokazywała na planach, że poddasze będzie należało do części mieszkalnej, więc ma być ocieplone. Niestety panowie budowlańcy jakoś zapomnieli o tej drobnostce i teraz będą musieli robić wszystko od nowa. Kiedy zobaczył to generalny wykonawca, podobno tylko złapał się za głowę. No cóż - nikt nie mówił, że budowa własnego domu jest łatwiejszym rozwiązaniem od kupna szeregowca czy mieszkania w bloku...

